sobota, 21 lutego 2009

<145> Roman Giertych liberałem był

Roman Giertych w książce „Lot orła” (wyd. 2000r.!) tak pisał na stronach 39-40:


„Jednym z elementów nowego porządku światowego jest stworzony (…) system światowej gospodarki, który polega na wolnym handlu i wolnym przepływie kapitału. Te dwa pojęcia gospodarcze stanowią w przekonaniu twórców koncepcji globalistycznej nierozerwalną całość. Dzięki potężnym centrom medialnym udało się tym ośrodkom wmówić całemu światu, że pojęcia te są nierozerwalnie związane. Tymczasem oznaczają one zupełnie coś innego i różne tez powinno być do nich podejście. Wolny handel jest to sposób na rozwój gospodarki narodowej. Przynosi to efekt specjalizacji w poszczególnych krajach, co poprawia jakość i obniża cenę produktu. Wolny przepływ kapitału oznacza nieskrępowane wykorzystywanie przez twórców współczesnego kapitalizmu nowych obszarów poddanych temu wolnemu przepływowi.


Obecny system gospodarki światowej opiera się w gruncie rzeczy na zaufaniu do gospodarki amerykańskiej. Wyznacznikiem bogactwa są dzisiaj przede wszystkim dolary lub akcje przedsiębiorstw amerykańskich. Cały obecnie funkcjonujący system polega również na tzw. aktywnym kreowaniu pieniądza, co sprowadza się do tego, że niektóre osoby i podmioty gospodarcze posiadają nieograniczony dostęp do kapitału. Ten dostęp przesądza w sposób jednoznaczny o sukcesie na rynkach wszystkich krajów poddanych terrorowi wolnego przepływu kapitału. Ponieważ już od kilkudziesięciu lat pieniądz nie jest wyznacznikiem pracy, ale stanowi pewna matematyczną wartość, to kreowanie tego pieniądza jest nieograniczone. Skoro sam fakt posiadania zdolności kreowania pieniędzy (czyli dostępu do tworzenia tych matematycznych wartości) jest sam w sobie elementem generującym zysk (banki), to wynika z tego w sposób oczywisty, że ten kto posiada dostęp do tworzenia pieniędzy na skalę globalną, posiada niekontrolowany instrument do czerpania zysku z niczego. W większości gospodarek kapitał ma podstawowe znaczenie dla osiągania zysku. Kapitał (czyli pieniądz) jest kupowany (pożyczki i kredyty bankowe). W zamian za ten kapitał pożyczkobiorca płaci odsetki. Skoro kapitał jest jedynie zapisem matematycznym, to zysk jaki osiąga dający kapitał jest tak naprawdę podatkiem na rzecz osób, czy grup posiadających dostęp do kreowania pieniądza na skalę globalną.


Największym podmiotem uprawnionym w gospodarce światowej do kreowania pieniądza jest FED - Federalne Biuro Rezerw Stanów Zjednoczonych, który tak naprawdę jest prywatnym bankiem założonym przez kilka rodzin bankierskich, pełniących w USA wolę naszego NBP. Ponieważ jest to instytucja prywatna i posiada nieograniczoną możliwość kreowania pieniądza, to cały system bankowy powiązany z bankami USA, które czerpią swoje środki z FED, płaci podatek na rzecz prywatnych osób – założycieli tego biura. Nie jest przypadkiem, że John Kennedy został zamordowany w kilka miesięcy potem, gdy jako pierwszy prezydent USA kazał zmienić napis na dolarach amerykańskich i zamiast nazwy gwaranta – FED, wpisał nowego gwaranta – Rząd Stanów Zjednoczonych. Natychmiast po jego śmierci dolary opatrzono znowu opatrzono gwarancją Federalnego Biura Rezerw.


Należy jednak pamiętać, ze system kreowania pieniądza przez FED przypomina słynną piramidę finansową Grobelnego, czy też piramidy finansowe w Albanii. Tworzenie pustego pieniądza nie może trwać w nieskończoność. W którymś momencie świat straci zaufanie do waluty amerykańskiej i wówczas skończy się proceder tworzenia pustych pieniędzy. Obecnie w bankach leży wielokrotnie więcej dolarów niż wynosi wartość wszystkich produktów istniejących w USA. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w zakresie pieniądza elektronicznego, który widnieje jedynie w zapisach bankowych. W sytuacji braku zaufania pieniądze te wrócą do USA. Każdy będzie chciał za swoje dolary kupić towar w Stanach Zjednoczonych. Wówczas okaże się, że na każdy produkt wart dotychczasowego dolara czeka stu posiadaczy dolarów. Nastąpi olbrzymia deprecjacja dolara i krach obecnie istniejącego światowego systemu gospodarczego. System światowego handlu, który w ponad 90% opiera się na obrocie tzw. opcjami (derewatywami), zostanie zmieciony w ciągu jednego dnia. Krach ten zbliża się powoli, chociaż niewykluczone, że agonia tej wielkiej piramidy finansowej potrwa jeszcze kilka czy kilkanaście lat. Równie dobrze krach ten może nastąpić jutro. Stany Zjednoczone wyjdą z tego krachu, ale system finansowego uzależnienia świata od kilku bankierskich rodzin w USA skończy się definitywnie.”

poniedziałek, 8 grudnia 2008

<144> Unia obraża prezydenta Czech!

Rozmowa z dnia 5 grudnia, prezydent Czech i europosłowie. Źródło jest na stronie prezydenta Klausa - tutaj. Natomiast ja przedrukowuję wersję polską z Frondy:

Vaclav Klaus:

Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim. Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił, że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio przygotowane.

Hans-Gert Pöttering:

Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979 roku, całe swoje życie jestem „w służbach Europy". To, że Czechy są obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu. Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw kolegę Schulza.

Martin Schulz:

W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.

Vaclav Klaus:

(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.

Martin Schulz:

(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.

Graham Watson:

Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski, hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność, która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury „europejskiego domu", ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.



Daniel Cohn-Bendit:

Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley'em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.



Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu - przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.



Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.


Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

Daniel Cohn-Bendit:

Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze. A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana instruował.

Brian Crowley:

Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej. Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie. Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą Traktatu Lizbońskiego. Przez fakt, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się Pan z Ganley'em, dopuścił się Pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.

Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan obywatelom europejskim.



Francis Wurz:

Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej sprawie, Panie Prezydencie.

Hanne Dahl:

Pani e Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.

Jak już Pan powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie, a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem, ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE. Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu. Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można sprzeciwić się traktatom. Jestem dumny z tego, że nie przyjęliście wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.


Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielski, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.



Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996 roku, a w 2003 roku podpisałem Traktat Akcesyjny.

Porozumienie w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań, krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.

Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju, a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.


Brian Crowley:

Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.

Vaclav Klaus:

Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z referendum.



Odnośnie Traktatu Lizbońskiego - u nas nie jest on ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole. Najpierw musi o tym zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował. Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie kierował zasadą racjonalności.

Prawo antydyskryminacyjne - jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.


Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej - to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.

Kryzys finansowy - jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach 1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być zaletą.

Odnośnie radaru - w tym wypadku Czechy mają swobodę decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich. Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy odpowiednią umowę.


Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.



Martin Schulz:

Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie" dla Traktatu, trzeba respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii, w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi Lizbońskiemu „tak"?



Vaclav Klaus:

W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji, rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich, bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu międzyrządowego.

Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.

Wreszcie chciałbym coś powiedzieć i opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne. Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie jesteśmy naiwni.


Vaclav Klaus:

Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.

Dziękuję Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i premierami krajów członkowskich UE.


piątek, 5 grudnia 2008

<143> niepoprawnie

niedziela, 23 listopada 2008

<142> dyskryminacja jest ok!

DYSKRYMINACJA JEST OK !

Problem dyskryminacji jest modnym tematem od lat. Setki gadających głów, dyskusje w radiu, bannery, inicjatywy, stowarzyszenia, reportaże, materiały filmowe, rezolucje PE. Jednak mało kto zadaje sobie pytanie, czym właściwie jest dyskryminacja. Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć.

Na początek powinniśmy pozbyć się podejścia wartościującego. Załóżmy na czas lektury tego artykułu, że dyskryminacja nie jest ani "dobra" ani "zła", lecz postarajmy się przeanalizować samo zjawisko. Zjawisko dyskryminacji wiąże się ściśle z pojęciem wykluczenia. Z wykluczeniem mamy do czynienia wówczas, gdy zachodzi sytuacja swoistego odizolowania jednostki od grupy, braku akceptacji dla niej, ograniczenie możliwości aktywności społecznej. Jest to niejako banicja społeczna. Na tak rozumiane wykluczenie składa się między innymi wykluczenie strukturalne (miejsce zamieszkania - np: wieś), wykluczenie fizyczne (inwalidztwo, podeszły wiek) oraz wykluczenie normatywne, polegające na wyłączeniu z grupy za łamanie pewnych ustalonych norm. Chodzi tu min. o alkoholizm, używanie narkotyków, konflikt z prawem, samotność a niekiedy także o płeć, narodowość, wygląd, przekonania itp.
Zatem możemy wstępnie zdefiniować dyskryminacje jako zjawisko występujące, gdy "jakimś kategoriom obywateli odmawia się równych praw i utrudnia dostęp do ważnych aspektów życia społecznego ze względu na ich szczególne cechy", choćby te wymienione wyżej. Zwróćmy uwagę na rzeczownik "obywateli" - definicja ta akcentuje rolę państwa w szerzeniu/zwalczaniu dyskryminacji. Dlaczego? Ponieważ w przypadku instytucji państwowych niezwykle łatwo jest orzec o dyskryminacji czy jej braku. Jeśli urzędnik sprawia mi kłopoty bo mam czarny kolor skóry, jestem ateistą czy ubieram się ekstrawagancko, jest to ewidentna dyskryminacja. Wychodzimy tutaj z aksjomatu równości prawno-politycznej obywateli. Państwo jako powstałe poprzez umowę społeczną i jako Rechtstaat musi traktować obywateli jako równych.

Gdyby chodziło tylko o kwestie państwa, ten wywód można by zakończyć już teraz. Jednak pojawia się daleko bardziej istotna kwestia - zagadnienie dyskryminacji osobistej. Doszliśmy już do tego, że państwo prawa uznające koncepcje zawarte min. w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 musi traktować swoich obywateli w taki sam sposób. Jednak co w sytuacji, w której na przykład właściciel sklepy spożywczego nie będzie chciał sprzedać ziemniaków Senegalczykowi? Albo właścicielka zakładu fryzjerskiego nie będzie chciała obsługiwać lesbijek? Na Zachodzie odpowiedź na to pytanie jest znana - nie można dyskryminować nikogo i nigdy. Znane są przypadki wygranych odszkodowań od firm, które w ramach przystosowania się do gorszych warunków na rynku redukowały zatrudnienie i jako pierwsze zwalniały Afroamerykanów. Znane są także przypadki, w których właściciele małych przedsiębiorstw byli zmuszani werdyktem sądu do świadczenia usług właśnie homoseksualistom czy innym grupom, których usług świadczyć nie chcieli.

Zastanówmy się - czym różni się dyskryminacja prywatna od publicznej? Czy zakładając sklep mamy prawo nie przyjąć od kogoś zlecania czy wyprosić kogoś z naszej własności? Naturalnie - wiąże się to z nietykalnością własności a także wolnością ekonomiczną. Jednostka może robić interesy z kim chce. Zatem czy odmawiając obsługi na przykład Murzyna z Alabamy dyskryminujemy go? Oczywiście tak - odmawiamy mu równych prawa, "prawa do korzystania z naszego sklepu". I tu pojawia się kwestia kluczowa: jednostka nie jest państwem. Nie jesteśmy w żaden sposób obowiązani do traktowania wszystkich na równi. Pan Jan, który wziął sobie za żonę Janinę, dyskryminuje przecież wszystkie inne Janiny, Małgorzaty i Haliny na świecie - dyskryminuje wszystkie kobiety, bo tylko z tą szczególną Janiną wszedł w związek małżeński. Każdy nasz wybór jest związany z preferencją - mając do wyboru skorzystanie z autobusu czy metra w drodze do pracy i wybierając jedno z nich, musimy dyskryminować drugie. Dyskryminacja to ciemna strona preferencji - cień każdego wyboru. Czytelnik poświęcając 2, 3 minuty na dotarcie tutaj dyskryminuje cały świat odmawiając mu tych konkretnych minut, które poświęca na lekturę tego tekstu.

Dyskryminacja jest czymś niezwykle istotnym dla funkcjonowania jednostki. Zawsze będziemy wybierać jedną możliwość ze wszystkich istniejących, ponieważ nasze życie jest ograniczone w czasie. Dyskryminacja jest nieodłączna od życia, ponieważ niemożliwe jest traktowanie wszystkich na równi. Jak to doskonale ujął Murray Rothbard:
„Dyskryminacja”, jako decyzja na czyjąś korzyść lub niekorzyść, podjęta według dowolnie wybranych kryteriów, stanowi integralny składnik wolności wyboru. Jest zatem warunkiem wolnego społeczeństwa. Oczywiście na wolnym rynku każda taka dyskryminacja jest kosztowna i właściciel będzie musiał zapłacić za jej egzekwowanie.
Zwróćmy uwagę na ostanie cytowane zdanie - mówi ono ni mniej ni więcej jak o odpowiedzialności. Wynika z niego to, że właściciel sklepu spożywczego może sobie w ramach światopoglądu czy ułańskiej fantazji powiesić tabliczkę "Żydom, Murzynom i blondynom powyżej 160cm wstęp wzbroniony" - i nie może być za to karany przez prawo. Właściciel taki jest "karany" przez rynek (mniej klientów), przez otoczenie (może stracić szacunek, klientów) czy wreszcie może być "ukarany" przez bojkotowanie jego osoby (Żydzi mający sklepy w okolicy mogą przestać wpuszczać jego do swoich sklepów).

Jak więc widzimy, istnieją dwie dyskryminacje. Dyskryminacja publiczna, powiązana z państwem i dyskryminacja prywatna, powiązana z jednostką. O ile dyskryminacja publiczna powinna być surowo potępiana i rugowana, o tyle dyskryminacja prywatna jest niezwykle ważna dla każdego z nas. W końcu emocjami czy czasem obdarzamy tylko niektórych a nie wszystkich - trudno sobie wyobrazić kogoś, kto kochałby wszystkich, łącznie z matką czy ukochaną osobą, na równi. Ciężko też wyobrazić sobie władzę, która nakazywałaby taką miłość wszystkich do wszystkich. A przecież na Zachodzie władza nakazuje dokładnie to samo na polu ekonomicznym - nie ważne, kto lepiej pracuje, ważne żeby w firmie był Biały, Czarny, Azjata i Meksykanin. Wszyscy kogoś dyskryminujemy - i bardzo dobrze. Dyskryminacja prywatna jest równie niezbędna do życia, co tlen. Zatem dyskryminujmy, póki można!


Rafał Lorent


Na podstawie:
Diagnoza społeczna 2007 - warunki i jakość życia Polaków, pod redakcją Janusza Czapińskiego i Tomasza Panka, Rada Monitoringu Społecznego, Warszawa 2007

środa, 12 listopada 2008

<142> dlaczego Polska jest be?

Polska na 141. miejscu w rankingu przyjazności systemu podatkowego
(PAP, tm/12.11.2008)
Polska spadła na 141. miejsce w rankingu przyjazności systemu podatkowego - wynika z przedstawionej w środę trzeciej edycji rankingu przygotowanego przez firmę PricewaterhouseCoopers (PwC) oraz Bank Światowy (BŚ).

ubiegłorocznej edycji rankingu "Paying Taxes 2009. The global picture" zajmowaliśmy 125. miejsce.

Raport przedstawia wyniki przekrojowych badań na temat legislacji i praktyki podatkowej na całym świecie z punktu widzenia działalności gospodarczej. Ostatnia analiza obejmowała stan na 2007 r. i pierwszy kwartał 2008 r.

Spośród 181 państw, które objął ranking, Polska zajęła 141. miejsce. W Unii Europejskiej gorzej wypadła tylko Rumunia, która uplasowała się na 146. pozycji. Na pierwszym miejscu są Malediwy, potem Katar, Hongkong i Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Singapur i Irlandia. Ostatnie miejsce zajmuje Białoruś.

Caroline Otonglo z Banku Światowego tłumaczyła podczas prezentacji raportu, że przygotowując badanie brano pod uwagę całkowitą stawkę podatkową (czyli sumę wszystkim podatków i opłat w odniesieniu do zysku firmy), liczbę pojedynczych płatności podatkowych oraz czas poświęcony na wypełnienie formalności podatkowych.

Z raportu wynika, że w Polsce całkowita stawka podatku wynosi 40,2 proc., podczas gdy w Danii (13. pozycja) - 29,9 proc. a w Irlandii - 28,8 proc. Polska firma musi dokonać 40 płatności w ciągu roku, a na rozliczenia poświęca 418 godzin rocznie. Tymczasem w Danii i Irlandii przedsiębiorca uiszcza 9 płatności, poświęcając na to odpowiednio 135 i 76 godzin.

Zdaniem Otonglo, swoje systemy podatkowe najchętniej reformują kraje z Europy Środkowo-Wschodniej i Centralnej Azji. Najczęściej reforma polega na obniżeniu stawki podatku czy upraszczaniu systemu. Rzadziej dochodzi do likwidacji podatków i obniżania kosztów pracy.

"Mottem tegorocznego raportu powinno być +kto nie idzie do przodu, ten się cofa+" - powiedziała Katarzyna Czarnecka- Żochowska, partner w dziale doradztwa podatkowego w PwC. Jej zdaniem, spadek Polski ze 125. miejsca nie ma wielkiego związku z rzeczywistymi zmianami w naszym systemie podatkowym.

"Wnioski z raportu powtarzają się co roku i pokrywają się z tym, co podkreślają przedsiębiorcy" - mówiła Czarnecka-Żochowska. Chodzi o niezmieniającą się od lat liczbę przepisów i ich jakość oraz stan kompletnego chaosu w polskim systemie podatkowym.

Jej zdaniem, w Polsce brakuje zaufania między podatnikami a administracją skarbową, co przekłada się na liczbę godzin potrzebnych do wypełnienia zobowiązań podatkowych. Czarnecka- Żochowska dodała, że Polska bardzo źle wypada w kwestiach e- administracji i e-podatków. Raport promuje kraje, które wprowadzają rozliczenia elektroniczne.

Prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Paweł Wojciechowski powiedział podczas prezentacji raportu, że ważnym elementem przyciągania inwestycji są podatki. Zwrócił uwagę, że maleje atrakcyjność Polski dla inwestycji w zaawansowane technologie. W naszym kraju inwestycje w produkcję stanowią 80 proc., a w usługi 20 proc.; w Unii proporcje te wynoszą 40 do 60 proc.

"Centra badawcze i outsourcingowe szukają miejsc najkorzystniejszych kosztowo, a nie związanych z rynkiem zbytu" - powiedział Wojciechowski.

Zastępca rzecznika praw obywatelskich, profesor Marek Zubik zwrócił z kolei uwagę na jeden z największych "grzechów" polskiego systemu podatkowego. Posłowie - jak mówił - czują się legislatorami. Jego zdaniem, stanowienie prawa to nie to samo, co pisanie przepisów.

W ocenie posła Janusza Palikota (PO), przewodniczącego sejmowej komisji "Przyjazne Państwo", w przyszłych rankingach Polska powinna wypaść znacznie lepiej, z uwagi na przyjęte niedawno nowelizacje ustaw podatkowych